Tuesday, March 9, 2010

makrela

makrela kojarzy mi sie z dziecinstwem. piatkowe wieczory. pajda chleba z  maslem i wedzona makrela. w takiej formie jadlam ja praktycznie przez cale zycie.

dzis, z racji braku chleba, zrobilam salatke. przepis ze strony http://www.bbc.co.uk/food/recipes/database/smokedmackerelsaladw_7786.shtml

Ingredients

455g peppered or plain ready-to-eat smoked mackerel fillets
55g cooked pasta shapes, drained*
1 large pink grapefruit, peeled and segmented
100g pack prepared salad leaves

For the herb dressing
4 tbsp olive oil
2 tbsp clear honey
1 tbsp cider vinegar**
2 spring onions, finely chopped
2 tbsp fresh chives, chopped***
salt

Method

1. Place the dressing ingredients into a screw-topped jar and shake well.
2. In a large bowl add the fish, pasta, grapefruit and salad leaves. Pour over the dressing and mix well.
3. Transfer to a serving dish and chill.

*uzylam kuskusu zamiast makaronu

**nie mialam octu – uzylam mieszanki cydru i soku z cytryny

*** ominelam

Posted by teacat in 21:17:31 | Permalink | Comments Off

Monday, March 8, 2010

chocolate chips cookies

czy istnieje cos lepszego niz napakowane czekolada, maslane, chrupiace ciacho? oczywiscie poza dwoma ciachami… wciaz te z M&S nie maja sobie rownych. ale dzis udalo mi sie stworzyc cos, co moze w przyszlosci marsowe ciachom dorowna, a moze i takze pobije -  Best Big, Fat, Chewy Chocolate Chip Cookies (http://allrecipes.com/Recipe/Best-Big-Fat-Chewy-Chocolate-Chip-Cookie/Detail.aspx)

Ingredients

  • 250 g all-purpose flour
  • 1/2 teaspoon baking soda
  • 1/2 teaspoon salt
  • 170 g unsalted butter, melted
  • 220 g packed brown sugar*
  • 100 g white sugar
  • 1 tablespoon vanilla extract
  • 1 egg
  • 1 egg yolk
  • 335 g semisweet chocolate chips**

Directions

  1. Preheat the oven to 325 degrees F (165 degrees C). Grease cookie sheets or line with parchment paper.
  2. Sift together the flour, baking soda and salt; set aside.
  3. In a medium bowl, cream together the melted butter, brown sugar and white sugar until well blended. Beat in the vanilla, egg, and egg yolk until light and creamy. Mix in the sifted ingredients until just blended. Stir in the chocolate chips by hand using a wooden spoon. Drop cookie dough 1/4 cup at a time onto the prepared cookie sheets. Cookies should be about 3 inches apart.
  4. Bake for 15 to 17 minutes in the preheated oven, or until the edges are lightly toasted. Cool on baking sheets for a few minutes before transferring to wire racks to cool completely.
*uzylam soft brown sugar. troche zmienil smak… na lepsze!
**czekolada w tabliczkach. zly wybor – roztopila sie zupelnie podczas pieczenia. musze znalezc gdzies groszki, ktore nie beda sie rozplywac ale wciaz beda smakowac jak dobra belgijska czekolada.
Posted by teacat in 20:59:30 | Permalink | Comments Off

hummus

jedna z najszybszych mozliwych przekasek. dobry z marchewka, selerem, pita lub chlebkiem naan. popularna kolacja w moim domu. przepis pochodzi ze strony http://mideastfood.about.com/od/appetizerssnacks/r/hummusbitahini.htm

Ingredients:

  • 1 16 oz can of chickpeas or garbanzo beans
  • 1/4 cup liquid from can of chickpeas
  • 3-5 tablespoons lemon juice (depending on taste)*
  • 1 1/2 tablespoons tahini
  • 2 cloves garlic, crushed **
  • 1/2 teaspoon salt
  • 2 tablespoons olive oil

Preparation:

Drain chickpeas and set aside liquid from can. Combine remaining ingredients in blender or food processor. Add 1/4 cup of liquid from chickpeas. Blend for 3-5 minutes on low until thoroughly mixed and smooth.

Place in serving bowl, and create a shallow well in the center of the hummus.

Add a small amount (1-2 tablespoons) of olive oil in the well. Garnish with parsley (optional).

*5 lepiej

**dodaje tylko jeden zabek czosnku.

Posted by teacat in 20:47:07 | Permalink | Comments Off

chy

chyba zaczne przerobie five o’clock na bloga kulinarnego. nie do konca kulinarnego – nie zamierzam moich mizernych wyczynow fotografowac i byc inspiracja dla innych. i jakos nie mam ochoty dolaczyc do snobistycznego grona ludzi, dla ktorych nieposiadanie bablujacego zakwasu zytniego jest hanba, a kupowanie chleba w sklepie niewyobrazalne (dobra, wiem, maszyna do chleba w kuchni stoi. ale chleb w Irlandii jest  niejadalny. gdyby mi ktos razowego z nasionkami sprowadzil, maszyna by sie pewnie pokryla gruba warstwa kurzu).

wiec skad ta idea? z lenistwa. bede sobie wklejac przepisy. latwiej bedzie znalezc. ha!

Posted by teacat in 20:41:04 | Permalink | Comments Off

Saturday, May 16, 2009

for reasons unknown…

I pack my case. I check my face.
I look a little bit older. I look a little bit colder.
With one deep breath, and one big step,
I move a little bit closer. I move a little bit closer.

For reasons unknown.

I caught my stride. I flew and flied.
I know if destiny’s kind, I’ve got the rest of my mind.
But my heart, it dont beat, it dont beat the way it used to.
And my eyes, they dont see you no more.
And my lips, they dont kiss, they dont kiss the way they used to,
and my eyes don’t recognize you no more.

For reasons unknown; for reasons unknown.

There was an open chair. We sat down in the open chair.
I said if destiny’s kind, i’ve got the rest of my mind.
But my heart, it dont beat, it dont beat the way it used to.
And my eyes, they dont see you no more.
And my lips, they dont kiss, they don’t kiss the way they used to,
and my eyes don’t recognize you at all.

For reasons unknown; for reasons unknown.

I said my heart, it don’t beat, it don’t beat the way it used to and my eyes don’t recognize you no more. And my lips, they don’t kiss, they don’t kiss the way they used to, and my eyes don’t recognize you no more.

For reasons unknown; for reasons unknown; for reasons unknown; for reasons unknown.

Posted by teacat in 00:04:45 | Permalink | Comments Off

Friday, October 10, 2008

juz

juz wiem, po co wymyslono male buteleczki perfum.
zeby je nosic w torebce i nie miec ponaciaganych miesni, to oczywiste.
i zeby nie plakac za glosno, jak butelke sie zbije. 100ml truth CK. 1/3 moze uratowana. chociaz cos. ma ktos buteleczke?
Posted by teacat in 22:55:48 | Permalink | Comments Off

Monday, September 22, 2008

zno

znow muzycznie.
powinnam przestac sluchac radiohead. tak dobrze szlo…

I don’t wanna be your friend
I just wanna be your lover
No matter how it ends
No matter how it starts

Forget about your house of cards
And I’ll do mine
Forget about your house of cards
And I’ll do mine

Fall off the table,
And get swept under
Denial, denial

The infrastructure will collapse
From carpet spikes
Throw your keys in the bowl
Kiss your husband good night

Forget about your house of cards
And I’ll do mine
Forget about your house of cards
And I’ll do mine

Fall off the table,
And get swept under

Denial, denial
Denial, denial

Your ears are burning
Denial, denial
Your ears should be burning
Denial, denial

Posted by teacat in 18:53:17 | Permalink | Comments Off

Sunday, August 31, 2008

wys

wyszlam wczesniej z imprezy i ogladam SATC. bylam znudzona (i pewnie nudna dla innych), nie mialam ochoty na drinki, nic. wiec siedze, mysle jak tu zrzucic 7 kilo bez diety i cwiczen (sama silna wola nei wystarcza?), jakie jeansy kupic i jak przekonac siebie i javieg, ze one sa mi koniecznie potrzebne. tak jak szpilki. i jakis top, najlepiej z gornej polki… uwielbiam mode ostatnio. ciuchy, drgie ciuchy. chyba sie uzalezniam od zakupow (w stopniu bardzo umiarkowanym, ale to postepuje). konsumpcja, ciuchy, balsamy, silownia. to czego chce. plus brazylijskie woskowanie! czuc sie pieknie i zadbanie. od paznokcia u nogi, po ostatni wlosek na glowie. zeby wiedziec, ze zrobilam wszystko, co moglam.

a tak poza tym kot opalil sobie wasy. podszedl za blisko ognia. a ogien jak to ogien, co moze na to, ze goracy.
wole nie sluchac radiohead. staram sie nei mylec negatywnie. show must go on.
chociaz ciezko z tym, kiedy MO mowi, ze on juz nei moze zniesc moich humorow… ja tez ich nie moge zniesc, ale nie stac mnie na przeprowadzke (jakos mysle, ze mieszkanie osobno byloby latwiejszen i duuuzo przyjemniejsze. dziwna konkluzja po roku…)

Posted by teacat in 01:52:40 | Permalink | Comments Off

Monday, June 30, 2008

wra

wracajac do naszej rozmowy - wlaczam radiohead… ale nie ma cie obok mnie.
ach, spaghetti. od makaronu sie tyje. zwlaszcza jak sie go zagryza crem brule i czekolada.

I want to
I want to be someone else or I’ll explode
Floating upon this surface for the birds
The birds

You want me?
Fucking well come and find me
I’ll be waiting
With a gun and a pack of sandwiches
And nothing
Nothing

You want me?
Well come on and break the door down
You want me?
Fucking come on and break the door down
I’m ready

ilez to razy sluchalam tej piosenki jako smarkacz(ulubiona z romeo&juliet), nie wiedzac, ze to radiohead?…

Posted by teacat in 21:20:36 | Permalink | Comments Off

Thursday, June 5, 2008

ton

to nadrabiam zaleglosci… sporo tego
jak widac nie popadlam w obled, chociaz czasem bliska tego bylam. wyciszylam sie. wydaje sie, ze juz wszytsko ok, tylko czasem mi lekko odbija i ochota na makaron wraca.
poza tym leniwca dostalam. przestalam chodzic na silownie i obrastam w tluszczyk. zwlaszcza, ze ostatnie tygodnie obfitowaly w slonce (tak, slonce na wyspie, niemozliwe!!!) i bbqs. wzrosla sympatia do pewnego czecha. juz nie tylko mamy poczucie humoru podobne, okazuje sie, ze rowniez gusta muzyczne. utworu przez niego skomponowanego slucham maniacko, do kompletnego paralizu mozgu.
na uczelni stara nuda. spasowalam troche. troche bardzo. obijam sie znaczy. czasem mnie nachodzi obawa, ze ktos mi przypomni, ze powinnam na uczelni spedzac co najmniej 40h – efektywnie. czasem…
w domu – moj osito (MO) zmienil prace na lepsza (w tym lepiej platna). cieszy sie jak mrowek, ja z nim. poza tym, ze wstaje o tej samej godzinie i mnie doprowadza do szalu. ja rano potrzebuje spokoju. musze wolno otrzasnac sie z tego strasznego przezycia, jakim jest wyrwanie ze snu. wszelkie zbedne czynnosci, dzwieki (zwlaszcza hiszpanskie radiowe belkotanie) nalezy wyeliminowac. przytulanie i calowani tez nie jest wskazane przed podaniem kawy. blokowanie lazienki grozi smiercia itp.
a poza tym MO przypadkowo unicestwil piekarnik. nowy bedzie. cale szczescie na koszt lanlorda.
3krotnie wybieralam sie na sex and the city. brak biletow albo brak seansu (sic!). no nic. pojde w ten weekend. albo za dwa tygodnie, jak fala opadnie.

a jutro koncert. THE ONE!!! nie moge z radosci i ze strachu (a co bedzie, jak nie bedzie tak fanie, jak sie spodzewam, jak deszcz spadnie i MO bedzie marudzil, jak wytrzymam, jak mnie napadnie ochota niekontrolowana na makaron). nie wiem, w co sie ubrac ;) tradycyjnie. ale jak mozna cos takiego latwo rozwiazac w tym klimacie diabelnym? (dzis w kozakach na uczelni bylam, ocieplanych, nie bylo mi za cieplo.) cholera, bedzie dobrze, nie? musi byc.
“it will be magic concert” according to A. gdyby pewna magia sie wydarzyla…

tfu, tfu. makaron szkodzi zdrowiu. tagiatelle z meatballsami nigelly wyborne. chrzanic cholesterol. a zreszta – mieso dobre, pomidory dobre, a ze parmezan? z trawy (trawa przetworzona przez krowe, nie?). warzywo.

no nie – zaleglosci nadrobic sie nei da. gdzie cudowny dzien w malahide? gdzie targ, gdzie slonce? przepadlo! >puf<

Posted by teacat in 22:21:22 | Permalink | Comments Off